Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
90 postów 563 komentarze

Wciskają ludziom "Pokłosie", gdzie się da.

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Ambasady III RP emitują "Pokłosie" za granicą w ramach swoiście rozumianej "promocji Polski". W kraju zaś "Pokłosiem" są katowani zagraniczni studenci, uczący się na naszych uczelniach, a płytę z "Pokłosiem" można dostać jako bonus na stacjach paliw.

To, że Ministerstwo Spraw Zagranicznych III RP od lat jest zdominowane przez Żydów i gdy tylko dochodzi do konfliktu interesów w stosunkach polsko-żydowskich, zawsze przyjmuje stanowisko reprezentujące interes żydowski, to wiadomo od lat, zaś niedawno opublikowana książka1 byłego, wieloletniego pracownika tego resortu - Krzysztofa Balińskiego - tylko potwierdziła już dawno znane fakty. Nie były więc dla nikogo zaskoczeniem informacje podane przez portal wpolityce.pl w tekstach o mówiących same za siebie tytułach:" "Pokłosie" - film pod patronatem Ambasady RP w Berlinie i konsulatu w Hamburgu"2 oraz "Polskę w Finlandii promuje "Pokłosie"! Darmowe projekcje firmuje ambasada RP"3.

Jednak, jak się okazuje, katowanie ludzi "Pokłosiem" przybrało o wiele większy zasięg. Można się o nim dowiedzieć z dwóch listów od czytelników, jakie zostały opublikowane przez redakcję "W sieci". Pierwszy list pochodzi z nr. 34/2013 tego tygodnika, a nadesłała go Katarzyna Majcherek. Cytat: 

"Chciałam Państwu zasygnalizować sprawę, która mnie zaniepokoiła. Może warto to sprawdzić. Wracałam z rodzina z wakacji na Ukrainie, w autokarze poznaliśmy młodego człowieka, historyka, Ukraińca, który jechał do Warszawy na kurs organizowany przez ośrodek nauki języka polskiego dla cudzoziemców Polonicum UW. Z zaskoczeniem i z zaniepokojeniem zauważyliśmy z mężem, że wśród punktów programu, który miał ten chłopak, był film "Pokłosie". Wniosek jest taki, że młodych cudzoziemców (w tym przypadku z Ukrainy), częstuje się takimi produkcjami, które wypaczają obraz Polaków i historię Polski. Pisze do Was z nadzieją, że spróbujecie podrążyć temat...".

Drugi list pochodzi z nr. 37/2013 "W sieci", a jego autorem jest Marek Gackowski. Cytat:

"W nawiązaniu do listu do redakcji o studencie z Ukrainy mającym w programie wizyty w Polsce film "Pokłosie" dodam, iż obecnie na setkach stacji benzynowych jednej z dużych sieci, po zatankowaniu odpowiedniej ilości paliwa otrzymuje się nagrodę... film "Pokłosie". Zgroza.".

 

 

----------------------------------------------

1Krzysztof Baliński, "MSZ - polski czy antypolski?".

2http://wpolityce.pl/artykuly/52671-poklosie-film-pod-patronatem-ambasady-rp-w-berlinie-i-konsulatu-w-hamburgu

3http://wpolityce.pl/wydarzenia/63848-nasz-news-polske-w-finlandii-promujepoklosie-darmowe-projekcje-firmuje-ambasada-rp-w-kolejnym-odcinku-nasze-matki-nasi-ojcowie

 

KOMENTARZE

  • Sieroty po Geremku "promują" Polskę
    Przydałby się w MSZ-cie nie tylko "powiew świeżości" ale dokładne wietrzenie.
  • @Ptasznik z Trotylu
    "Sieroty po Geremku ... Przydałby się w MSZ-cie nie tylko "powiew świeżości" ale dokładne wietrzenie."

    ---> Jakie tam sieroty. Tylko na chwilę - gdy rządził PiS - zdjęli ze ścian, w konsulatach, ambasadach ... portrety Bartoszewskiego, które tam wisiały jako wyraz wdzięczności i podziękowania esbecji, za przechowanie, wsparcie i promocję. Skoro u Komorowskiego aż roi się od komuchów, esbeków, agentów, kapusiów ..., to co dopiero poza granicami kraju tam, gdzie nikt nie widzi, co się dzieje. Tam sobie używają całymi rodzinami, niczym udzielni książęta, bez żadnej kontroli - a teraz dodatkowo, pod opieką tego co mieszka w strefie zbolszewizowanej ...
  • @1normalnyczlowiek 19:04:01
    Za rządów PiS dyplomacja III RP nie zmieniła się ani na jotę. Tak samo (albo nawet gorliwiej) bezwzględnie wysługiwała się USA (awanturnictwo wokół Gruzji) i UE (traktat lizboński) oraz żydostwu (lizusowskie przemówienie Lecha Kaczyńskiego w Izraelu, brak stanowczego przeciwstawienia się roszczeniom żydowskim). Nieformalnym szefem MSZ (jest nim bez względu na to, jakie partie tworzą rząd) również za rządów PiS był, nominat Geremka, syjonista i członek B'nai B'rith - Ryszard Schnepf
  • @powiew świeżości
    "Za rządów PiS dyplomacja III RP nie zmieniła się ani na jotę ..."

    ---> Nie masz racji. Wtedy, za PiS-u. padł blady strach na wszystkich komuchów, esbeków, agentów, nad którymi pieczę trzymał Geremek, Bartoszewski ...! PiS - chcąc wprowadzić zmiany - zmagał się wtedy na wszystkich frontach wewnętrznych, łącznie z "autorytetami" ze środowisk prawniczych, "dyplomatycznych" ... tak więc nie mógł być skuteczny w dziedzinie polityki zagranicznej, przedstawicielstw zagranicznych ... - tym bardziej, że dopiero później się okazało, ilu ma bolszewickich kretów w swoich szeregach - nie tylko Sikorskiego, Marcinkiewicza!


    "... Kobylański stanowczo poparł Moskala w jego sporze, i natychmiast z osoby honorowanej i docenianej zmienił się w osobę gwałtownie atakowaną przez oficjalne polskie kręgi polityczne, zwłaszcza MSZ oraz takie gazety, jak „Wyborcza”. Skoordynowaną nagonkę przeciw Kobylańskiemu prowadzili m.in. b. ambasadorzy RP w Ameryce Południowej: Ryszard Schnepf (i jego żona, dziennikarka TVP Dorota Wysocka-Schnepf), Jarosław Gugała i Daniel Passent. Przypomnijmy tu,
    że R. Schnepf, jako wysoki rangą współpracownik premiera K. Marcinkiewicza, skompromitował się publicznym poparciem dla takiego antypolskiego przedsięwzięcia, jak gazociąg rosyjsko-niemiecki na dnie Bałtyku, za co został usunięty ze stanowiska. Z kolei Daniel Passent był przez lata, począwszy od stanu wojennego, propagatorem rządów Jaruzelskiego i do dziś pozostaje bardzo wpływowym dziennikarze postkomunistycznej „Polityki”, a sam Gugała był po prostu bardzo lewackim dziennikarzem telewizyjnym.
    Szczególnie podłą rolę w nagonce na J. Kobylańskiego odegrał dziennikarz

    www.usopal.com/index.php?option=com_content&task=view&id=1437&Itemid=1

    "Jest pewna choroba wśród ludzi MSZ, dotyka ona szczególnie często tych, którzy w dyplomacji pracują niezbyt długo, mniej niż 12 lat. To dziwna przypadłość – szefowie (i szefowe) naszych placówek chorują na rezydencję. Ograniczmy się do tegorocznych "bohaterów": Róża Kozłowska w Monachium swoją rezydencję zmieniała parokrotnie, zmiany okazały się także hobby byłego ambasadora w Chorwacji, Wiesława Walkiewicza.
    Teraz na rezydencję zachorowała Joanna Kozińska-Frybes, konsul generalny w Barcelonie. Do MSZ przyszła pracować na początku lat 90., natychmiast wysłano ją jako ambasadora do Meksyku, po powrocie kierowała Departamentem Dyplomacji Kulturalnej, a ponieważ obawiała się, że nowa władza źle ją potraktuje (tzn. adekwatnie do umiejętności), w ostatnich dniach Bartoszewskiego ewakuowała się do Barcelony jako szefowa tamtejszego konsulatu. Zanim dotarła do stolicy Katalonii, pojawił się tam jej mąż. Złożył wizytę w placówce i poprosił urzędującego jeszcze konsula generalnego o pożyczenie służbowego samochodu. Konsul się zdziwił: "Po co panu samochód? Jeżeli trzeba gdzieś podwieźć, to kierowca pana zawiezie". Na te słowa pan Frybes nie stracił rezonu. I odpowiedział spokojnie, że chce samochód, bo musi pojeździć po Barcelonie, żeby znaleźć rezydencję dla przyszłej pani konsul."
    www.przeglad-tygodnik.pl/index.php?site=artykul&id=1331

    "Stare kadry, nowy rząd
    Tymczasem kadry MSZ, jak wynika z prasowych doniesień, gorączkowo szykują się, by przetrzymać "zmianę warty" w resorcie. W czasie gdy obecny rząd powinien już pakować manatki, dyrektor generalny MSZ Krzysztof Jakubowski postanowił rozpisać… konkurs na stanowiska dyrektorów departamentów w MSZ. Osoby, które obejmą te funkcje, będą praktycznie nieusuwalne.
    Ponieważ sprawa konkursów wywołała burzę w prasie, kilku urzędników wykorzystało inną ścieżkę umocnienia się na stanowiskach, a mianowicie możliwość przyznania etatu przez dyrektora generalnego MSZ. Premier Belka w dniu złożenia dymisji "zdążył" podpisać kilka awansów, m.in. Henczela, na etat… ambasadora tytularnego. Jest to najwyższy etat w służbie zagranicznej (a przypomnijmy – Henczel zdał egzaminy do służby zagranicznej dopiero latem tego roku). Tego rodzaju nominacja wiąże się z podwyżką wynagrodzenia do poziomu 10-15 tys. miesięcznie, czyli więcej, niż zarabia wiceminister…
    Ewakuacja na placówki
    Część pracowników MSZ zamierza "przetrzymać" nową władzę na placówkach zagranicznych. Obsada niektórych trąci głębokim PRL-em. Ambasador RP w Madrycie, była wiceminister w MSZ Grażyna Bernatowicz, jeszcze w latach 70. swoje prace naukowe podpisywała nazwiskiem męża – Bernatowicz-Bierut. Maciej Górski, ambasador RP w Grecji, a wcześniej w Rzymie, jest znany z tego, że grywał w tenisa z prezydentem Kwaśniewskim, a poza tym jego mama była… sekretarką Bieruta. Sam dyrektor generalny MSZ Krzysztof Jakubowski, odpowiedzialny za kadry tzw. służby zagranicznej, jest szwagrem byłej posłanki SLD Aleksandry Jakubowskiej. On też wybiera się obecnie na zagraniczną placówkę do Indii. Zabawna sytuacja powstała w ambasadzie polskiej w Berlinie; mamy tam… trzech ambasadorów – jednego pełnomocnego i dwóch tytularnych. Ambasador pełnomocny – Andrzej Byrt, znany z proniemieckiego nastawienia, w oświadczeniu lustracyjnym przyznał się do współpracy z SB.
    - Jeżeli do MSZ wkroczy Platforma, nie będzie radykalnych posunięć kadrowych, bo PO ma zbyt silne związki z byłą Unią Wolności. A w MSZ obowiązuje niepisana umowa, że co 4 lata wymieniają się kadry SLD i UW. Jak jedni obejmują funkcje w kraju, to drudzy jadą na placówki, żeby przeczekać. Jeśli się ich nie utrąci na początku kadencji, to "przezimują" na placówkach i znów wrócą na stanowiska – ostrzega urzędnik MSZ."
    www.informacje.int.pl/Przezimowac-zmiane-rzadu-Jak-peerelowska-gwardia-w-Ministerstwie-Spraw-Zagranicznych-szykuje-sie-art84.html

    "W różnych publikacjach można znaleźć dziesiątki przykładów wysokich rangą urzędników MSZ czy ambasadorów wywodzących się z rodzin komunistycznych. Na przykład Stefan H. Wilk pisał w "Głosie" z września 2006 r. o "Krzysztofie Jakubowskim, szwagrze osławionej minister Aleksandry Jakubowskiej", przez wiele lat, od 1995 r., dyrektorze generalnym MSZ. Krzysztof Górecki pisał już o nim w "Naszej Polsce" z 30 kwietnia 1997 r.: "Krzysztof Jakubowski. (…) Bardzo dobrze osadzony w komunie. Drugie pokolenie działaczy o komunistycznym rodowodzie (…). W latach 1989-1993 radca ambasady w Londynie. Wcześniej bardzo przeciętny urzędnik. Dostrzeżony i awansowany na wicedyrektora gabinetu ministra dopiero przez K. Skubiszewskiego. Za Władysława Bartoszewskiego zostaje dyrektorem generalnym MSZ. Należy do najbliższego kręgu znajomych A. Kwaśniewskiego i bliskich przyjaciół jego rodziny".
    Według "Głosu" z 30 września 1997 r., "Rosatiemu doradzali i wywierali decydujący wpływ na jego politykę kadrową rezydenci tajnej policji politycznej. Przykładem dyrektor generalny MSZ Jan Granat, syn b. szefa Wojsk Ochrony Pogranicza, wieloletni pracownik Departamentu Kadr i kadrowy oficer wywiadu wojskowego PRL (za komuny był także I sekretarzem KZ PZPR).

    http://normalny.neon24.pl/post/19151,radoslaw-sikorski-oszust-i-klamca-czy-agent-i-zdrajca
  • @1normalnyczlowiek 12:02:21
    Gdyby JarKacz miał taką wolę, to by wywalił kogo chce z MSZ (a w najgorszym wypadku przesunął na nic nieznaczące decyzyjnie stanowiska). Gdy tylko powstał rząd Tuska, to wszystkich nominatów Kaczyńskiego w MSZ wywalono na zbity pysk, a więc można. Prawda jest taka, że Kaczyński nie chciał tego robić, bo jego dyplomacja niczym nie różniła się od dyplomacji wszystkich pozostałych rządów III RP, czyli:
    -wasalizm względem USA
    -wpychanie Polski kolanem do UE
    -bezwzględna proizraelskość
    -rusofobia i białorusofobia
    Nie tylko MSZ służki JarKacza - Fotygi - prowadził taką dyplomację, ale także pałac prezydencki jego brata, który miał przecież całkowicie wolną rękę w doborze współpracowników do prowadzenia polityki zagranicznej.
  • @1normalnyczlowiek 12:02:21
    MSZ to kibuc, a Sikorski to syjonista. Pisałem o tym tu:
    http://Migorr.neon24.pl/post/104005,planujesz-wyjazd-do-norwegii-nie-zabieraj-ze-soba-dzieci#comment_921311
    Sikorski teraz znów tropi antysemityzm do spółki z prokuraturą generalną i swoim papugą Giertychem, ale antypolonizm ma w d*pie, lub wręcz sam go rozbudza i to za pieniądze polskich podatników i przy użycia nominalnie polskiej administracji państwowej.
  • Z prawy.pl (18-01-14):
    Fascynujący gniot

    „Pokłosie” o „polskim antysemityzmie” robi światową karierę. Końca zachwytów w Stanach, gdzie film jest oglądany od jesieni ubiegłego roku, jak na razie nie widać.

    Miał rację Tomasz Lis, że „Pokłosie” to „Gross wędrujący pod strzechy”. I to jeszcze zagraniczne. W końcu Pasikowski zrobił ten film „ze wstydu”, a inspiracją były wydarzenia w Jedwabnem.

    Oglądałam „Pokłosie” zaraz po tym, gdy wszedł na ekrany. Z kina wyszłam zażenowana i to wcale nie tylko tym, że obraz nie oddaje prawdy historycznej, nie pokazuje w sposób możliwie bezstronny, jakie były wtedy relacje między Polakami i Żydami.

    Film mnie po prostu znudził, rozczarował tym jednowymiarowym widzeniem spraw, do których nie powinno się przykładać jakiejś sztancy, bo wychodzi później tak jak właśnie tu. Nie odnalazłam też realiów polskiej prowincji z czasu, w którym Franciszek Kalina przyjeżdża do brata. Widz dostaje na tacy obraz polskiej wsi i jej mieszkańców – pazernych, prymitywnych, patologicznie okrutnych.

    Widz ma nie myśleć, ma przyjąć, że tak jest w tej „antysemickiej” Polsce na pewno, bo obraz Pasikowskiego nie pozostawia tu wątpliwości. Tym większe więc moje zdziwienie budzi fakt, że na przykład „The New York Times” i „Los Angeles Times” umieścili "Pokłosie" na liście najlepszych zagranicznych filmów rozpowszechnianych w amerykańskich kinach w 2013 roku, a krytyk „Los Angeles Times” Kenneth Turan nazwał je „bombą ukrytą w thrillerze opowiadającym o tym, jak Polska radzi sobie ze swoją skomplikowaną historią II wojny światowej.”

    Nie wiem bardzo co tu miało być tą „bombą”. Film jest przecież przewidywalny od początku. Był ten „dobry” Józef Kalina, który zbiera rozrzucone po okolicy macewy, wyciąga je błota, odkupuje od chłopów, którzy zapomnianych nagrobków używali jako elementów budowlanych. Ustawia je na własnym polu, tworzy prywatny cmentarz zapomnianych ofiar wojny.

    Uważa, że nie godzi się, by nagrobki leżały w gnoju. I byli ci „źli” – mieszkańcy wsi, którzy w czasie wojny zamordowali swoich żydowskich sąsiadów, rozgrabili ich ziemię między siebie, a teraz „dobrego” Kalinę, który pielęgnował pamięć o żydowskich mieszkańcach z okolicy ukrzyżowali na drzwiach od stodoły. A wcześniej palą mu pole, na którym Józef ustawił macewy i zabijają mu psa. Tłuszcza, antysemicka hołota. Proste i przewidywalne.

    Gdzie tu „fascynująca łamigłówka”, nad którą się rozpływa w zachwytach magazyn „Time Out New York”. Nie wiem też na podstawie czego Wiliam Wolf z „New York City” pisze, że „to niezwykle wciągający, angażujący emocjonalnie i pełen zaskakujących zwrotów dramat.” Oglądałam jakiś inny film?

    A jeszcze większym nieporozumieniem wydaje mi się opinia recenzentki Catherine Baum, że „Pokłosie” to „wyjątkowy, surowy thriller… oszałamia od pierwszej minuty. Trzymające w napięciu i inteligentne kino, bezwzględnie godne polecenia.”

    Przy czym oczywiście za największe nieporozumienie uznaję określenie „inteligentne kino”, ponieważ film Władysława Pasikowskiego to zaprzeczenie ambitnego obrazu. Owszem, „oszałamia od pierwszej minuty”, jak pisze Catherina Baum, ale z zupełnie innego powodu.

    Julia M. Jaskólska

    http://www.prawy.pl/felieton/4717-fascynujacy-gniot

OSTATNIE POSTY

więcej

MOJE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
  12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930   

ULUBIENI AUTORZY

więcej