Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
90 postów 563 komentarze

Niemożliwość czy grzech zaniechania?

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Czy po II wojnie światowej można było stworzyć polski odpowiednik Tajwanu?

Przeczytałem właśnie artykuł Adama Danka pt. "Na londyńskim bruku", w ktorym pokrótce opisuje on losy polskiej emigracji powojennej (przytaczając przykłady przedstawicieli przedwojennych elit narodowych). Danek pokazuje, że ich los na obczyźnie był w sumie podły: albo tułali się po obcych krajach, żyjąc z reguły w biedzie, albo szli na żołd służb specjalnych państw zachodnich (tych, które zdradziły sprawę polską podczas wojny). Danek pisze m.in.:

"„Nieprzejednani” emigranci dożywali swoich dni w obcych krajach, wśród obcych ludzi i obcej mowy, otoczeni w najlepszym razie obojętnością miejscowych. Przypadł im los Sienkiewiczowskiego latarnika. Politycznie emigracja nie walczyła o żadną Sprawę, bo w polityce międzynarodowej nikt nie zwracał na nią uwagi, wyjąwszy służby wywiadowcze części państw, z którymi kontakty ani nie były nobilitujące, ani nie służyły Polsce. Pod względem politycznym emigracja nie stanowiła żadnej ostatniej reduty ani posterunku, ale raczej indiański rezerwat, by nie rzec smutniej: śmietnik historii. Miejsce, gdzie lądują elementy nieprzydatne. W stanie zastałej izolacji dotykała ją degrengolada, zobrazowana przez Stanisława Cata-Mackiewicza w „Londyniszczu”. Trwały – i niewątpliwie wartościowy – dorobek pozostawiła po sobie emigracja wyłącznie na polu kultury, literatury i historiografii, jednak tych dziedzin nie należy brać za uprawianie polityki".

Danek sugeruje w tekście, że trzeba było wracać do Polski, bez względu na zainstalowaną przez Związek Sowiecki nad Wisłą ideologię komunistyczną, bo jaka by PRL nie była, to jednak państwo polskie, zdominowane przez polski etnos i że lepiej żyć wśród swoich w jakichkolwiek warunkach i dzielić z nimi historyczny los, niż się błąkać wśród obcych. Nie polemizując z tym stanowiskiem, przejdę do faktów dokonanych, czyli do tego, że tysiące Polaków jednak nie wróciło z emigracji do nowej Polski. Po pierwsze byli to Kresowiacy, którzy do swoich rodzinnych ziem nie mogli już wrócić, bo stały się one na dobre częścią ZSRS. Mogli oni co najwyżej po powrocie osiedlić się na jakichś innych ziemiach państwa polskiego, położonego już w nowych granicach. Wielu z nich nie uznało tego za wskazane, zwłaszcza, że po nowym komunistycznym państwie spodziewali się gehenny, której zasmakowali na Kresach już w latach 1939-1941. Po drugie byli to przedstawiciele aparatu państwowego II RP oraz przedstawiciele różnych ugrupowań politycznych o charakterze antykomunistycznym i antysowieckim z okresu Polski przedwojennej i z okresu wojny, którzy po przyjeździe do PRL mogli się spodziewać represji, ze śmiercią włącznie. Tak więc po wojnie na emigracji znalazła się pokaźna grupa Polaków (z tego co wiem, w samej Wielkiej Brytanii około 200 000). Ludzi tych czekał los taki, jak opisał to Adam Danek, a w dłuższej perspektywie czasu (jeśli nie w pierwszym pokoleniu, to w następnych) asymilacja wśród obcego żywiołu.

I teraz zastanawiam się - czy po wojnie nie istniała inna możliwość, a mianowicie stworzenie poza Polską własnego, czysto polskiego obszaru terytorialnego z polską administracją i z polskim żywiołem narodowym, jako jedynym lub jako dominującym? Krótko mówiąc - czy nie istniała możliwość stworzenia gdzieś z dala od Polski drugiego (niekomunistycznego) państwa polskiego, nawet jeśli nie uznawanego (co raczej prawdopodobne ze względu na naciski sowieckie) na arenie międzynarodowej, czyli takiego polskiego Tajwanu?

Od razu nasuwa się pytanie: gdzie? Jak wiadomo II RP nie posiadała kolonii zamorskich. Na naszych drugowojennych "sojuszników" raczej nie było co liczyć (wiadomo, jak zostaliśmy przez nich potraktowani, gdy przestaliśmy już im być potrzebni). Na pewno nie byliby skłonni oddać nam choćby skrawka swoich terytoriów kolonialnych i nie byliby przychylni, by pomóc nam na nich urządzić własne państwo. Zastanawiałem się więc, czy ktoś na świecie byłby skłonny nam w tej kwestii pomóc i pierwsze co przyszło mi do głowy, to generał Franco. Po drugiej wojnie światowej Hiszpania dysponowała jeszcze trzema terytoriami zamorskimi - Marokiem Hiszpańskim (do 1956 r.), Gwineą Hiszpańską (do 1968 r.) i Saharą Hiszpańską (do 1976 r.) :

http://pl.wikipedia.org/wiki/Maroko_Hiszpa%C5%84skie

http://pl.wikipedia.org/wiki/Gwinea_Hiszpa%C5%84ska

http://pl.wikipedia.org/wiki/Sahara_Hiszpa%C5%84ska

Czy polska emigracja nie mogła wystawić swojej reprezentacji politycznej i zwrócić się do Franco z prośbą, żeby przekazał jej choćby skrawek swojego terytorium kolonialnego, żeby antykomunistyczny, emigracyjny polski żywioł mógł utworzyć na nim własne państwo (choćby małe państwo-miasto) i pielęgnować tradycyjną, nieskażoną komunizmem kulturę? Gdyby Franco nie chciał zrobić tego za darmo, to można było spróbować przeprowadzić kwestę wśród Polonii na całym świecie (zwłaszcza w Ameryce Północnej) i wykupić ten skrawek terytorium. Ewentualnie obiecać Franco spłatę na raty po utworzeniu nowego państwa z wytwarzanego na jego terytorium bogactwa. Czy takie przedsięwzięcie rzeczywiście było niemożliwe, czy po prostu nikomu spośród polskiego żywiołu emigracyjnego nie przyszło ono do głowy? Tym bardziej, że już w 1956 r. Hiszpania straciła Maroko. Franco był zaciekłym antykomunistą (na własne oczy, we własnej ojczyźnie widział próbkę tego, czym jest komunizm). Franco był też gorliwym katolikiem i zdawał sobie zapewne sprawę z represji, jakie przeżywa Kościół w stalinowskiej Polsce oraz z tego, że namiastka polskiego państwa, nie będąca pod stalinowskim uciskiem i gwarantująca swobodny rozwój polskiego katolicyzmu, mogłaby być inkubatorem polskiej religijności i punktem wyjścia do przyszłego jej odrodzenia nad Wisłą, w razie jej zniszczenia przez komunistów. Warto też wspomnieć, że Franco tuż po wojnie czynił przyjazne gesty względem naszego narodu: finansował wydawanie hiszpańskojęzycznego pisma "Estudios sobre el Comunismo" pod redakcją byłego głównego duszpasterza NSZ, ks. Michała Poradowskiego. W latach 1949-1955 finansował polskojęzyczne, nadające do Polski Radio Madryt. A więc rozumiał doskonale trudną sytuację narodu polskiego i Kościoła katolickiego w Polsce i nawet łożył środki na to, aby trochę tę sytuację poprawić. Czy więc gdyby przedstawicielstwo zorganizowanej polskiej emigracji zgłosiło się do niego z prośbą o podarowanie lub wykupienie choćby skrawka hiszpańskiego terytorium kolonialnego pod utworzenie emigracyjnego państwa polskiego, to czy Franco nie byłby skłonny się zgodzić?

W razie, gdyby opcja z Franco zakończyła się fiaskiem, można było próbować jeszcze tego samego z Salazarem. Przecież gdyby "odpalił" nam choćby skrawek (choćby jakąś przyległą wysepkę, żeby stworzyć na niej polskie państwo-miasto a la Hong Kong) z tak ogromnego terytorium, jak  Portugalska Afryka Zachodnia (Angola) czy z Timoru Portugalskiego, to korona by mu z głowy nie spadła.

http://pl.wikipedia.org/wiki/Portugalska_Afryka_Zachodnia

http://pl.wikipedia.org/wiki/Timor_Portugalski

Czy nikt spośród elit powojennej, polskiej emigracji naprawdę nie wpadł na pomysł, żeby podjąć taką próbę (bo ja bym wpadł od razu)?

PS. Oczywiście gdyby udało się stworzyć takie państwo, to po upadku komunizmu należałoby je przyłączyć do Polski jako województwo zamorskie. Byłoby ono swego rodzaju szalupą ratunkową na wypadek, gdyby w przyszłości nasz kraj znów padł ofiarą obcego podboju.

KOMENTARZE

  • Poniżej galeria zdjęć z polskimi drugowojennymi uchodźcami na Bliskim Wschodzie...
    ...na podstawie których można sobie wyobrazić, jak mogłaby wyglądać organizacja polskiego państwa w tropikach, gdybyśmy dostali kawałek jakiejś hiszpańskiej lub portugalskiej kolonii:
    http://karta.org.pl/fotooferty/wwwuchodzcy/polscy_uchodzcy/index.htm

OSTATNIE POSTY

więcej

MOJE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
  12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930   

ULUBIENI AUTORZY

więcej