Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
89 postów 560 komentarzy

Tożsamościowy zawrót głowy

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Spojrzenie antyregionalisty-antyglobalisty na nowo powstały w Polsce Ruch Tożsamościowy

W marcu br., w Centrum Edukacyjnym „Powiśle” w Warszawie odbyły się dwa spotkania z udziałem Ronalda Laseckiego - jednego z głównych przedstawicieli nowo powstałego w Polsce Ruchu Tożsamościowego, organizacji mającej już swoje odpowiedniki w innych krajach Europy. Wyżej wymieniony przyznaje, że program ideowy owej organizacji nie jest jeszcze ostatecznie sformułowany, przedstawił zaś  już istniejące jego zręby. Problemem w tym programie są dwa obecne w nim pierwszorzędne elementy, a mianowicie regionalizacyjny i paneuropeizacyjny, które uważam wprost za wręcz niebezpieczne dla Polski.                                                                                                                                                                                                                                                                                                           

Element regionalizacyjny opiera się na postulacie rozbudzania etnoregionalizmów i na ich bazie zmiany ustroju państwa z unitarnego na zregionalizowane, oparte o prowincje (a nie obecne województwa) utworzone w ramach (niesprecyzowanych jeszcze do końca przez Ruch Tożsamościowy) krain geograficznych wchodzących w skład Polski, które mają mieć charakter autonomiczny. Jest to postulat promowany już w Polsce od lat przez Ruch Autonomii Śląska i  środowiska libertariańskie oraz na początku lat 90. XX wieku także przez Donalda Tuska.       

Element paneuropeizacyjny opiera się z kolei na postulacie utworzenia nowej „lepszej” wersji Unii Europejskiej, co według Laseckiego jest potrzebne po to, aby upodmiotowić Europę politycznie, żeby następnie taka konstrukcja paneuropejska odgrywała mocarstwową rolę w geopolityce. Nowa „lepsza” wersja ma różnić się od jej nieudanej starej wersji po pierwsze tym, że nie będzie miała charakteru demoliberalnego (tylko tożsamościowy), a po drugie tym, że jej budowa ma być skuteczniejsza i trwalsza (ma się rozpocząć od budowy wojska, wywiadu, bezpieki itp., żeby kraje członkowskie nie były w stanie rozsadzić nowej „lepszej” wersji UE).                                                  

Poniżej wklejam 2 linki ze wspomnianymi wystąpieniami wyżej wymienionego przedstawiciela Ruchu Tożsamościowego

                                                                                                                             https://www.youtube.com/watch?v=cN5URuduSAo

https://www.youtube.com/watch?v=SdUN8i5OBbk

                                                                                                

Polecam je obejrzeć, aby dobrze uchwycić całość. Acz zdając sobie sprawę, że oba linki zawierają około 5 godzin materiału i nie każdy będzie miał możliwość lub chęć poświęcenia takiej ilości czasu, wyciąłem i połączyłem w jeden 22-minutowy filmik te wypowiedzi Laseckiego, w których porusza kwestie właśnie regionalizacyjne i paneuropeizacyjne

http://www.cda.pl/video/13464387b                                                                                                                                    

a następnie postaram się je po kolei skomentować.                                                                                                       

Na początku umieściłem 2 wypowiedzi Laseckiego, w których wyjaśnia okoliczności, w jakich  Ruch Tożsamościowy pojawił się w Polsce. Może to coś znaczyć, acz nie musi. W każdym razie, jak dla mnie, jest to niezła ciekawostka.
 

„Dlaczego ja w ogóle się tym zajmuję? No więc kiedyś pisałem na taki portal geopolityka.org i tam naczelnym był – czy wciąż jest, bo ten portal nadal istnieje – niejaki Marcin Domagała, no i do Marcina Domagały zgłosił się człowiek ze Śląska, do którego się z kolei zgłosili jacyś tam znajomi z Niemiec, którzy go zainteresowali Ruchem Tożsamościowym i on sam postanowił go zaszczepić na gruncie polskim. Zgłosił się, szukając jakiejś jakby porady, właśnie do Marcina Domagały. Z kolei Marcin Domagała odesłał go do mnie. No i ja zainteresowałem się tym projektem i postanowiłem do niego dołączyć. Następnie przekonałem grupę swoich znajomych, no i właśnie założyliśmy sobie stronę na facebooku, która w tej chwili nosi nazwę Ruch Tożsamościowy – Polska, no i tam publikujemy różne swoje przemyślenia i informacje. No i w tej chwili Ruch Tożsamościowy istnieje w Warszawie, istnieje w Katowicach, istnieje w Gdańsku, istnieje w Bielsko-Białej i najprawdopodobniej pojutrze zostanie zawiązana jakaś komórka w Radomiu, gdzie się udaję”.
 

„No dobrze, to ja kilka słów w takim razie powiem o Ruchu Tożsamościowym. My tak naprawdę nie jesteśmy jeszcze uformowanym środowiskiem politycznym, ale bardziej grupą inicjatywną, która powstała w konsekwencji faktu, iż no pewni działacze z Niemiec, związani właśnie z tamtejszym Ruchem Tożsamościowym, bawarskim konkretnie Ruchem Tożsamościowym, odezwali się przez znajomości osobiste do jednego z moich znajomych w Polsce, który z kolei zgłosił się do mnie i zaproponował mi współpracę przy współtworzeniu tej doktryny i też profilu na facebooku i co za tym idzie całego środowiska, które wokół tych inicjatyw zaczęło się krystalizować. No i stąd właśnie pomysł na założenie Ruchu Tożsamościowego. Stąd inicjatywa i stąd również wsparcie”.


W kolejnych fragmentach skompilowanego przeze mnie filmiku Lasecki omawia postulaty Ruchu Tożsamościowego co do statusu regionów.


„Więc mamy gminę i mamy prowincję, która jest szczebel wyżej i  która się składa z wielu gmin i tak jak etnos jest kompozycją wielu klanów, tak również prowincja jest kompozycją wielu gmin. No i ten region jest jakimś tam poziomem identyfikacji, który należałoby w myśl idei tożsamościowej wzmocnić, ponieważ w wyniku takiego jakobińskiego, centralistycznego – właśnie szczególnie we Francji – popularnego rozumienia nacjonalizmu…[urwana, niedokończona myśl - pś]. Ale też w wielu innych krajach – do niedawna Wielka Brytania była na przykład krajem scentralizowanym. Stopniowa emancypacja Szkotów i Walijczyków doprowadziła do tzw. dewolucji ustrojowej, czyli scedowania, przekazania pewnych uprawnień samorządowych; utworzenia zgromadzeń  parlamentarnych przede wszystkim w Szkocji czy w Walii i stworzenia pewnego samorządu. No ale wcześniej to było państwo silnie scentralizowane. No więc dowartościowanie prowincji, dowartościowanie regionów. Można by powiedzieć nawet upodmiotowienie prowincji, czy też upodmiotowienie regionów jest hasłem Ruchu Tożsamościowego i to jednym z głównych haseł. Żeby oprócz właśnie tożsamości narodowej czy też państwowej, silna była tożsamość regionalna i żeby ta tożsamość narodowa była bogata  swoim regionalnym zróżnicowaniem”.
 

Mój komentarz: Silna tożsamość regionalna osłabia państwo i naród, jako całość. Przykład Wielkiej Brytanii jest wręcz antypromocją regionalizmu, bo gdy tylko Wielka Brytania przestała być państwem scentralizowanym, w bardzo krótkim czasie regionalizm szkocki przerodził się w separatyzm i tylko prawdopodobnie dzięki fałszerstwom wyborczym, do jakich , wg wielu doniesień, posunął się rząd brytyjski podczas szkockiego referendum w kwestii secesji, Wielka Brytania zachowała swoją integralność terytorialną. I to też jeszcze nie koniec, bo po Brexicie szkoccy secesjoniści domagają się kolejnego referendum. Skoro regionalizacja przysporzyła takich kłopotów tak silnemu państwu, jak Wielka Brytania, to jakich kłopotów mogłaby przysporzyć takiemu słabemu (i miotanemu przez wrogie ośrodki zewnętrzne i wewnętrzne) jak Polska?
 

„Państwo tożsamościowe powinno być państwem zregionalizowanym. W związku z tym, że różne regiony się od siebie różnią, inaczej wygląda tradycja śląska, dajmy na to, trochę inaczej Podkarpacia, trochę inaczej dawnych Prus czy Pomorza Zachodniego, to również jakby tamtejsze społeczności mają inne problemy, w związku z tym powinny być rządzone trochę inaczej i mieć możliwość pielęgnowania swojej tożsamości i  swojej specyfiki, no i wobec tego państwo powinno być zregionalizowane. Zaznaczam, nie sfederalizowane, ale zregionalizowane. Na czym polega różnica? Federalizm to jest mniej więcej to samo, co liberalizm, tylko że przeniesiony na poziom organizacji administracyjnej. W liberalizmie, pamiętacie państwo, nie mieliśmy osób, tylko mieliśmy jednostki, które są identyczne, wymienne i w gruncie rzeczy każda jest taka sama. No jeżeli sobie państwo popatrzycie na Stany Zjednoczone na przykład, to jest też państwo właśnie federalne, no ale każdy z tych stanów ma takie same uprawnienia. Każdy ma mniej więcej taką samą pozycję – oczywiście w zależności od liczby ludności mogą wybierać różną liczbę senatorów, czy tam mają inną liczbę głosów w głosowaniu prezydenckim, no ale generalnie każda z tych jednostek ma mniej więcej takie same uprawnienia i one niczym się od siebie istotnym nie różnią. Natomiast w państwie zregionalizowanym jest inaczej. To znaczy w zależności od potencjału, od tradycji historycznych, od poczucia własnej specyfiki, różne regiony mają różny poziom autonomii i różny poziom samorządności. No i mówiąc o państwie zregionalizowanym, tożsamościowcy bardzo często przywołują przykład II Rzeszy bismarckowskiej, gdzie realizowano zasadę tak zwanego federalizmu organicznego. Pomimo, że używano tam słowa „federalizm”, to nie był tak naprawdę federalizm, tylko był właśnie regionalizm, tzn. państwo zregionalizowane. No i jak państwo pamiętacie - oczywiście biorąc tam poprawkę na wynaradawiającą politykę wobec Polaków, czy wojnę z Kościołem katolickim itd., ale to  są jakieś rzeczy, które w tej chwili nie mają większego znaczenia dla tego, co chcę powiedzieć -  w skład Rzeszy Niemieckiej wchodziły różne państwa niemieckie: monarchie, księstwa, Bawaria, Wirtembergia, Hanower i tam jeszcze inne. No i każde z nich miało własną dynastię, każde z nich miało własne systemy prawne, niektóre nawet własne jakieś tam szczątkowe siły zbrojne, czy w każdym razie policje wewnętrzne zachowały. No i każde z tych państw było inne. Więc to nie było coś takiego, jak w USA, że mamy ileś tam stanów identycznych, tylko każde z tych państw niemieckich miało własną historię i wnosiło do tej  II Rzeszy  jakiś własny bagaż historyczny. I każdemu z nich umożliwiono na tyle, na ile to nie dekoncentrowało, nie paraliżowało państwa jako całości, umożliwiano im właśnie zachowywanie tej tożsamości. Więc  coś takiego jest właśnie wzorem dla Ruchu Tożsamościowego. No i taki myśliciel tożsamościowy francuski, prof. Pierre Vial,  jeśli dobrze pamiętam w połowie lat. 90., nawet proponował, żeby hasłem Frontu Narodowego francuskiego było właśnie upodobnienie ustroju francuskiego do ustroju II Rzeszy, czyli taka regionalizacja. To oczywiście się nie przyjęło, no bo tam, jakby, taki element nacjonalistyczny był bardzo silny i uważano, że to się nie sprzeda najzwyczajniej w świecie. No ale taka propozycja padła i wyszła właśnie z kręgów tożsamościowych”.


Mój komentarz: Tak usilna próba oddzielenia regionalizmu od federalizmu w sformułowaniach Laseckiego jest prawdopodobnie powodowana tym, iż zdaje on sobie sprawę, że słowo „federalizm” źle się w Polsce kojarzy (i słusznie, moim zdaniem), budzi strach przed rozbiciem dzielnicowym, a co za tym idzie opór. Już abstrahując od tego, że federalizm/regionalizm w II Rzeszy i USA wcale tak bardzo nie różnią się od siebie – poszczególne stany USA mają oddzielne, inne systemy prawne, stanowione przez oddzielne stanowe parlamenty (co widać np. po prawie do posiadania broni, czy sprawie legalności kary śmierci); jakiś w ogóle wyjątkowy, szerszy  od innych stanów zakres  autonomii ma, o ile wiem, Teksas; poszczególne stany mają własne oddzielne policje wewnętrzne (stanowe), a nawet hrabstwa mają swoje własne oddzielne policje – biura szeryfa (kilka razy w amerykańskich filmach widziałem scenę konfliktu między policjantami z graniczących ze sobą stanów lub funkcjonariuszami biur szeryfa  z graniczących ze sobą hrabstw o to, że jedni z nich prowadzili bezprawnie śledztwo na terenie drugiego stanu/hrabstwa; co najmniej Teksas ma też własne szczątkowe siły zbrojne – tzw. rangerów. Twierdzę też, że poszczególne stany USA posiadają także swój bagaż historyczny (oczywiście stosunkowo krótszy, niż landy niemieckie) i że każdemu z nich umożliwiono zachowywanie go na tyle, na ile to nie dekoncentruje i nie paraliżuje państwa jako całości. No ale mniejsza o to. Ważnym pytaniem jest, po co przenosić na polski grunt wynalazki ustrojowe z II Rzeszy, która – jak twierdzi Lasecki – jest przez Ruch Tożsamościowy uważana za wzór? Bismarck podporządkował sobie siłą szereg państw niemieckich i siłą rzeczy musiał zostawić tym obcym do niedawna organizmom państwowo-ustrojowym jakąś dozę autonomii. Ale Polska, a zwłaszcza dzisiejsza Polska jest prawie całkowicie homogeniczna, a ci stosunkowo nieliczni pasjonaci tożsamości regionalnych mogą pielęgnować swoją tożsamość w ramach obecnego ustroju państwowego (i robią to). Nie widzę powodu rozwalania unitarnego charakteru dzisiejszego państwa polskiego, zwłaszcza na podstawie tak abstrakcyjnych, jeśli chodzi o naszą specyfikę, przykładów, jak II Rzesza.


„Jeszcze jedna rzecz, na którą chciałem zwrócić uwagę, to jest regionalizacja. Tutaj wychodzimy z poziomu gminy przechodząc na poziom czegoś, co dzisiaj jest województwem, ale co powinno tak naprawdę przybrać postać jakiegoś kraju, ziemi, regionu, czegoś, co byłoby jakoś tam zakorzenione w polskiej tradycji historycznej, ale zarazem byłoby bliższe człowiekowi. Oczywiście określenie granic takich jednostek by wymagało pogłębionych studiów. Ja się w tej chwili tego nie podejmuję, ale można pewne przyczynki poczynić. Są w Polsce regiony, które zamieszkują etnosy inne, niż polski. Bądź też części, grupy narodu polskiego, które posiadają silną tożsamość regionalną, no i w zależności od siły tej tożsamości, mocy więzi integrujących tych ludzi, powinno im się umożliwiać artykulację swojej tożsamości i jej pielęgnowanie. Możemy np. powołać się na przypadek Kaszubów, którzy zamieszkują dzisiejsze województwo gdańskie [pomorskie – pś]. No i jak to miałoby się przełożyć na rozwiązania administracyjno-samorządowe? No można sobie wyobrazić, że np. w regionie pomorskim zamieszkanym przez znaczące społeczności kaszubskie, byłaby wprowadzona oświata dwujęzyczna. Tzn. obok języka polskiego, językiem obowiązkowym byłby język kaszubski. W regionach, gdzie zamieszkuje znacząca społeczność białoruska, również można by wprowadzić podobne rozwiązania dotyczące języka białoruskiego, czy na Śląsku Opolskim np. języka niemieckiego. Nie jesteśmy przeciwni bynajmniej dwujęzycznym nazwom miejscowości, nie jesteśmy przeciwni możliwościom wykonywania pewnych czynności administracyjnych w języku rodzimym, który nie jest zarazem językiem polskim, językiem państwowym. Tzn. na szczeblu samorządowym, gminnym w tym przypadku, byśmy to dopuszczali, ale również na poziomie regionalnym”.


Mój komentarz: Toż to wszystko już od wielu lat ma miejsce – mniejszości narodowe, jeśli w jakiejś jednostce administracyjnej stanowią 10%, mają własny język w urzędach, własne szkoły, tablice nazw miejscowości w swym języku (obok polskiego), dofinansowanie własnej prasy (i chyba wydawnictw książkowych) oraz jakiś tam czas antenowy w lokalnym oddziale TVP i  chyba też PR. Np. mniejszość ukraińska z województwa podlaskiego ma na antenie TVP Białystok swój program „Przegląd Ukraiński”/”Український перегляд”, a oprócz tego na antenie ogólnopolskiej TVP3 Regionalna ma comiesięczny magazyn „Telenowyny”. Mniejszość niemiecka ma na antenie TVP Opole i TVP Katowice swój program „Schlesien Journal” oraz zagwarantowaną (symboliczną co prawda, ale jednak, obecność w Sejmie RP). Polska mniejszość w Niemczech czy na Ukrainie może tylko pomarzyć o takich przywilejach. Ba! W związku z rozbuchanymi przywilejami mniejszości niemieckiej, doszło na Opolszczyźnie do trudnych wręcz do uwierzenia (a nienagłośnionych w skali całej Polski) incydentów. W 2013 roku mniejszość ta (wspólnie z  namówionymi przez nią radnymi koalicyjnej PO) zablokowała postulat SLD (sic!) nadania sali obrad sejmiku województwa opolskiego imienia Orła Białego, powołując się właśnie na hasła regionalistyczne               

http://www.cda.pl/video/1347693d4                                                                                                                                

Zaś o drugim incydencie opowiedział w „Rozmowach Niedokończonych” [z 2 lipca 2014 r.] Radia Maryja pochodzący z Opolszczyzny ówczesny poseł Solidarnej Polski (a obecnie wiceminister sprawiedliwości rządu PiS) Patryk Jaki:                                                                                                                                                                                   „W Kędzierzynie-Koźlu, na przykład, lokalny prezydent, Polak, postanowił oddać jedyną szkołę w danym rejonie dużego miasta mniejszości niemieckiej. I ze względu na rejonizację Polacy są zmuszeni, żeby chodzić do szkoły mniejszości niemieckiej. Jeszcze utrzymywanej w dodatku z naszych podatków”.                                          [wypowiedź zaczynająca się od: 01:55:50]                                                                                                                                          

http://www.radiomaryja.pl/multimedia/jakosc-klasy-politycznej-w-polsce-cz-ii/                                               
 

Lasecki kontynuuje:


„Poziom odrębności danego regionu powinien być uwarunkowany jego specyfiką. No i tutaj nie do końca bym tak postponował, jak Krzysztof [obecny na spotkaniu Krzysztof Bosak z Ruchu Narodowego – pś] jakąś powiedzmy tożsamość śląską. Ja wiem, że ty sam jesteś tam z zachodu Polski i znasz te realia lepiej ode mnie. Ale na tyle, na ile sobie rozmawiałem, jeżdżąc do Katowic, czy do Opola, czy również do mniejszych miejscowości, no  to  tam mimo wszystko istnieje potrzeba, również wśród potomków przesiedleńców, aby odnaleźć jakąś własną tożsamość. Żeby to również się wyrażało na poziomie pewnej autonomii gospodarczej, no bo inna jest trochę struktura ekonomiczna ziem zachodniej Polski, jeszcze inna jest powiedzmy Podlasia i Lubelszczyzny, jeszcze inna jest powiedzmy regionu warszawskiego – no i to wszystko powinno znaleźć odzwierciedlenie również w strukturze administracyjnej i w terytorialnym rozdziale kompetencji pomiędzy władzą państwową, a właśnie samorządem”.
 

Mój komentarz: Po pierwsze, nikt na szeroko rozumianych Ziemiach Zachodnich, poza ślązakowcami zrzeszonymi w RAŚ (i środowiskach wobec RAŚ satelickich) oraz stosunkowo niedawno powstałej (w kontrze do Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego) Kaszebskiej Jednoty, nie ma problemu ze swoją polską tożsamością. Ale nagle ludzie mogą zacząć mieć taki problem, jeśli się ich zacznie faszerować regionalizmami, jak dzieci szczepionkami w pierwszej dobie po urodzeniu. Mieszanie ludziom w tożsamości to nie są żarty. Skoro dotychczasowa tożsamość narodowa Polaków jest w miarę jednolita, spójna i silna (co jest cudem, biorąc pod uwagę to, jak od 1989 r. jest atakowana), to czemu ma być ona rozmydlona za pomocą regionalizmów (a to rozmydlenie stać  się bazą dla rozsadzenia obecnego podziału administracyjnego państwa)? Obecnie istniejąca sytuacja to luksus, a luksusu nie wyrzuca się na śmietnik.                                                                                                                                          

Zresztą chyba nie tylko ja tak uważam, bo potem głos oddano osobom z publiczności i jeden z siedzących pośród niej panów powiedział do Ronalda Laseckiego następujące słowa:

             
„Chciałbym na początku powiedzieć, że niech pan się tak o te mniejszości narodowe nie martwi. Już Niemcy odpalili jeden naród w postaci Gorzelika. Jak dobrze będzie szło, następny będzie – Kaszubi. I Zasanie. Tak, że oni sobie dadzą radę”.


Potem głos zabrał kolejny pan z publiki:


„Ruch Tożsamościowy, według mnie, to jest taka… „Ruch” to jest ogólnie szumna nazwa. Z całym szacunkiem oczywiście i sympatią dla przedstawicieli i dla ciebie, Ronald. Jest to ciekawostka intelektualna. No i zastanawiają mnie właściwie, te podstawy, na których wy [opieracie – pś]  te przewidywania, co do, jak rozumiem, internacjonalistycznego charakteru sprzeciwu wobec globalizmu. Ja widzę teraz ten system jako globalistyczny, jako neomarksistowski, demoliberalny oczywiście, ale on ma charakter internacjonalistyczny. A więc reakcja na niego jest czysto nacjonalistyczna. I jak mogę sobie wyobrazić, sam byłem uczestnikiem Marszu Niepodległości, gdzie rzeczywiście są hasła, które ruszają masy… Zastanawiam się, co w Ruchu Tożsamościowym jest takiego, że może nie masy, ale jakichś właśnie ludzi może  poruszyć? No ja dosyć sceptycznie, co do tych przewidywań waszych się odnoszę. I zastanawiam się nad w ogóle różnicą Ruchu Tożsamościowego od nacjonalizmu. Istnienie wspólnot może tak samo istnieć, zwłaszcza na bazie nacjonalizmu personalistycznego, jakim jest nasz polski nacjonalizm”.
 

Na to Lasecki odpowiada:
 

„Natomiast do kogo się odwołujemy? W gruncie rzeczy,  Ruch Tożsamościowy odróżnia na tle pozostałych, powiedzmy, organizacji takiej pozasystemowej prawicy, że tak powiem, bo w tym również gronie, tak naprawdę, sytuowałbym również Ruch Narodowy, tym, że nie jesteśmy nacjonalistami. Jak powiedział Fabrice Robert: „Jesteśmy populistami, nie nacjonalistami”, w związku z tym odwołujemy się do tych wszystkich, którym nacjonalizm nie wystarcza. To nie znaczy, że to są ludzie, którzy muszą być przeciwni nacjonalizmowi, ale że chcą sięgać głębiej, niż sięga nacjonalizm, czyli do wspólnot lokalnych, do wspólnot regionalnych. Również poszerzać swoją tożsamość o wymiar europejski, bo to jest też część doktryny tożsamościowej. Ludy zamieszkujące Europę są zarówno demograficznie, historycznie, jak i kulturowo ze sobą powiązane i negowanie tego faktu przez ugrupowania nacjonalistyczne - które w naszym przekonaniu szowinistycznie wyabsolutniają to, co jest częścią większej całości, absolutyzują również poziom narodowy w stosunku do tego, co poniżej niego - jest zupełnie bezpodstawne i  zubaża tożsamość człowieka. Chcemy, żeby oprócz tożsamości narodowej, silne były również tożsamości regionalne, tożsamości lokalne i tożsamość europejska. Również oczywiście tożsamości wyznaniowe. To można na różnych poziomach pozycjonować. No i kolejnym, że tak powiem, differentia specifica Ruchu Tożsamościowego jest powód, dla którego dałem pomysł tego spotkania, czyli, że my chcemy te  tożsamości grupowe zdepolityzować. Istotą nacjonalizmu jest to, że tożsamość jest powiązana z politycznością. Naród jest taką wspólnotą, która dąży do utworzenia własnego państwa, bądź też jest gospodarzem we własnym państwie. W koncepcji tożsamościowej ten związek  nie jest wcale oczywisty. Tzn. całość polityczna może obejmować wiele różnych grup o różnej tożsamości. Oczywiście te  tożsamości muszą mieć jakąś wspólną część. Muszą się odwoływać do czegoś, co je zbliża ku sobie i umożliwia ich wzajemne pożycie. Nie mogą one być wobec siebie zupełnie antagonistyczne. Ale oddzielamy generalnie polityczność od tożsamości. Depolityzujemy tożsamość i szukamy takich rozwiązań ustrojowych, jak np. jakieś rozwiązania monokratyczne, które by umożliwiły sprawne rządzenie państwem, bez tłamszenia tego, co człowiekowi najbliższe – jego tożsamości regionalnych, jego tożsamości społecznych, zawodowych, etnicznych, językowych etc. W związku z tym ci, którzy chcą swoją polskość pogłębić np. o tożsamość warszawską, mazowiecką, kurpiowską itd. Ale również o tożsamość europejską. Jak również ci, którzy  żyją w polskim państwie, identyfikują się z polskim państwem, ale nie czują się Polakami, tylko np. Kaszubami, Białorusinami, Niemcami etc., ale bynajmniej nie chcą od polskiego państwa odrywać żadnego jego fragmentu, tylko chcą mu wiernie służyć, nie wyzbywając się jednakowoż swojej tożsamości, mogą znaleźć właśnie, że tak powiem, doktrynalną postać swoich tendencji, swoich dążeń w tym, co proponuje Ruch Tożsamościowy. Do takich właśnie osób się zwracamy”.
 

Mój komentarz: Odnoszę wrażenie, że  Lasecki wychodzi z założenia, iż różnorakie, wymienione przez niego mniejszości, są  jakoś w Polsce tłamszone. Jak już wyżej wykazałem, nie tylko, że nikt ich nie tłamsi w obecnym systemie panującym w Polsce, ale posiadają one nawet pewne przywileje. W czym więc problem? Ano w tym, od czego się Lasecki stara odżegnywać, a mianowicie w polityzacji. Niektórzy z przedstawicieli tych mniejszości chcieliby tak zmienić ustrój administracyjny Polski, aby mieć własne,  może nie tyle państwa, co quasi-państwa w  postaci silnie autonomicznych regionów (a którzy, po przejęciu regionalnego szkolnictwa i  instytucji kultury oraz  dokonania za ich pomocą inżynierii społecznej  na mieszkających w takowych regionach Polakach, nie mających dotychczas problemu ze swoją polskością, mogliby w  ciągu wcale nie tak długiego czasu  przeistoczyć uzyskane autonomizmy w dążenia secesjonistyczne; no przecież przykłady Katalonii czy  Szkocji mówią same za siebie). Ja się więc pytam:  skoro teraz jest dobrze i nie mamy (obok wielu tych, które mamy) chociaż takich problemów, to po co je stwarzać?  Rozbudzanie etnoregionalizmów i dezunitaryzacja państwa polskiego nie tylko osłabi Polskę wewnętrznie, ale stworzy też pole do działania ośrodkom zagranicznym, które będą mogły  rozgrywać sprawy tych mniejszości i ich autonomicznych prowincji w celu destabilizacji i paraliżowania Polski. Po co nam to? Jak już wyżej wspomniałem – majstrowanie w tożsamościach to nie są żarty.


W końcowej części dyskusji, głos zabrał pan z publiczności, który powiedział, że ma pewne skojarzenia między założeniami programowymi Ruchu Tożsamościowego, a sposobem funkcjonowania Unii Europejskiej, na co Lasecki odpowiedział:


„To jest ciekawe pytanie, dlatego, że niedawno mieliśmy rocznicę Traktatów Rzymskich, można sobie w związku z tym zadać pytanie: dlaczego projekt Unii Europejskiej się nie powiódł? Samej zasadności euro-integracji i stworzenia ponadnarodowego organizmu politycznego, który faktycznie mógłby być autarkią ekonomiczną, mógłby być mocarstwem odgrywającym podmiotową rolę w stosunkach międzynarodowych, w przeciwieństwie do państw narodowych, które co najwyżej są w stanie, nie wiem, Polska się najwyżej może z Litwą kłócić o Wileńszczyznę, albo z Białorusią o Grodzieńszczyznę, ale nie będziemy równorzędnym partnerem ani dla Chin, ani dla Stanów Zjednoczonych, ani nawet dla Rosji. Gdyby powstała jakaś konstrukcja paneuropejska, to nie dość, że uczestniczylibyśmy w rozleglejszej całości politycznej, która byłaby w stanie na ten poziom się wznieść, to jeszcze prawdopodobnie, urządzona we właściwy sposób, byłaby w stanie zająć pozycję dominującą w systemie światowym. W związku z tym, samo zjednoczenie polityczne i geopolityczne Europy jest czymś dobrym. Można sobie zadać pytanie: dlaczego to, co próbowali zrobić ojcowie-założyciele Unii Europejskiej i biurokraci, którzy związali się z Unią Europejską i w znacznej mierze nadali jej charakter, nie wyszło? W moim przekonaniu nie udało się to ze względu na założenia ideologiczne, które tkwiły w tym projekcie, który rozwijano po II wojnie światowej. Zastąpienie tożsamości narodowych jakąś ideologią kosmopolityczną nie jest, bez wątpienia, czymś, co można by pochwalić, ponieważ to nie tyle pogłębia tożsamość, co ją całkowicie wypłukuje. Nam chodzi o coś dokładnie przeciwnego, czyli żeby człowiek był mocniej osadzony w swoim środowisku, a nie, żeby był z niego wyemancypowany i wpleciony w jakąś sieć globalnych zależności, w  związku z tym również anonimowy i zuniformizowany, no bo wyzbycie się naszej tożsamości jest wyzbyciem się tego, co nas różnicuje, a co za tym idzie, taki człowiek wyprany z tożsamości jest w jakiejś mierze upodobniony do innych, również wypranych z tożsamości. Więc to jest jakiś krok w kierunku jakiegoś totalitarnego zarządzania  społeczeństwem, no bo ten, kto nie ma oparcia w jakimś środowisku własnym, również traci swoją podmiotowość. No więc w moim przekonaniu, z jednej strony,  projekt Unii się nie udał  ze względu na jego kosmopolityczny charakter, z drugiej strony ze względu na jego, paradoksalnie, narodowy charakter, ponieważ założono, że wspólnoty polityczne,  mające różną tożsamość, różne interesy, różną siłę ciążenia, będą w stanie harmonijnie ze sobą współpracować przy braku władzy zwierzchniej. I dlatego zaczęto integrację od poziomu ekonomicznego, biurokratycznego i prawnego, zamiast zacząć ją tam, gdzie się ją powinno zacząć, czyli od poziomu politycznego. Od stworzenia ponadnarodowej władzy politycznej i również ponadnarodowych instrumentów egzekucji tej władzy. Mam na myśli europejskie siły zbrojne, służby wywiadu, służby bezpieczeństwa wewnętrznego etc. Na tym powinna polegać zdrowo pojęta integracja europejska. Wokół takiego centrum politycznego mogłyby się gromadzić różne społeczności żyjące na terenie takiej prawdziwej Unii Europejskiej, czyli  de facto imperium europejskiego. No i przyjąwszy tego rodzaju rozwiązania, moglibyśmy równocześnie realizować zasadę depolityzacji tożsamości grupowej, czyli uwolnienia tożsamości od obciążeń politycznych. Osiągnęlibyśmy zatem 2 cele: z jednej strony stworzenie wielkiego mocarstwa, które jest w stanie uczestniczyć podmiotowo w rozgrywkach światowych, a co za tym idzie stwarza korzystniejsze środowisko poszczególnym wspólnotom dla pielęgnowania swojej tożsamości. A z drugiej strony uwolnilibyśmy te wspólnoty od nacisku biurokratycznego, ideologicznego, zglobalizowanej gospodarki etc. Więc w integracji europejskiej rozłożono źle akcenty, natomiast sam pomysł zjednoczenia Europy jako pewnego podmiotu geopolitycznego, opartego na wspólnej tożsamości cywilizacyjnej, w moim przekonaniu jest dobry i w jakiejś zmienionej wersji, uwolnionej od demoliberalizmu i kosmopolityzmu, należałoby go podjąć”.


Mój komentarz: Wbrew temu, co twierdzi Lasecki, wspólnej europejskiej tożsamości już nie ma od setek lat. Można było o niej mówić, gdy cała Europa była katolicka, ale te czasy już dawno minęły. Dziś  być może jeszcze można mówić o wspólnocie co najwyżej rasowej, ale i to się prawdopodobnie wkrótce zmieni, biorąc pod uwagę intensywność napływu imigrantów z Azji i Afryki. Nie ma więc żadnych podstaw, ani potrzeb ku istnieniu Unii Europejskiej w jakiejkolwiek wersji. Co z tego, że poszczególne państwa narodowe, biorąc pod uwagę ich skalę, mogą co najwyżej rywalizować między sobą, zaś Laseckiemu marzy się powstanie (de facto na ich trupie) konstrukcji paneuropejskiej, zdolnej rywalizować ze Stanami Zjednoczonymi czy Chinami. Tylko po co np. Polakowi czy Węgrowi taka rywalizacja, skoro Polska czy Węgry politycznie (a może i narodowo) nie będą już istnieć lub będą bardzo, ale to bardzo nadwątlone pod każdym względem? Sam Lasecki przyznaje, że bez położenia odgórnej, politycznej paneuropejskiej „czapy” na dotychczasowe europejskie państwa narodowe, wspartej paneuropejskim aparatem przemocy, nie da się zbudować „imperium europejskiego”. Przewiduje opór europejskich narodów wobec takich zapędów, zaprzeczając  w  ten sposób swojemu uprzedniemu stwierdzeniu o istnieniu wspólnej tożsamości europejskiej, na bazie której rzekomo taka konstrukcja paneuropejska mogłaby powstać. Narody tego nie chcą. Są to projekty globalistów i geopolitycznych szaleńców. Już abstrahując od tego, kto miałby takie „imperium europejskie” odgórnie (nakładając na dotychczasowe państwa narodowe „czapę” polityczno-wojskową) budować wbrew oddolnym sprzeciwom? Ja widzę tylko 2 ośrodki do tego zdolne, czyli ci, którzy dotychczas próbują to robić pod „czujnym okiem” USA, a więc globaliści od Novus Ordo Seclorum („zorganizowany naturalizm masońsko-żydowski”, jak to określił ks. Denis Fahey) albo Niemcy (po wyemancypowaniu się spod zależności względem USA) i to raczej nie same, ale we współpracy z państwami, które obecnie są określane mianem „jądra Unii”. Dla nas, Polaków, obie te opcje są fatalne. Życie pod butem żydomasonerii (ze wszystkimi „atrakcjami”, jakie ona oferuje) lub życie pod butem Niemców (po uprzedniej prawdopodobnej rewizji powojennych granic, których nawet obecna demoliberalna RFN nie uznaje, co objawia się w zapisach w jej konstytucji, niechęci do podpisania traktatu pokojowego z Polską czy incydentach dotyczących Zatoki Pomorskiej) jest dla nas jak wybór między dżumą a cholerą.
 

Pod koniec swej prelekcji Lasecki informuje, że:


„Zarówno ja, jak i moi koledzy z grupy inicjatywnej Ruchu Tożsamościowego bywamy na różnych spotkaniach, w tym również na tych organizowanych przez działaczy Ruchu Narodowego. No i zauważyłem, że ta idea spotyka się z mniejszym czy większym zainteresowaniem, ponieważ te zaproszenia mnożą się i jesteśmy przyjmowani dosyć pozytywnie”.


Mój komentarz: Jeśli to prawda, to świadczy to o słabej formacji narodowej pośród członków Ruchu Narodowego i nieodpowiedzialności liderów tej organizacji. Czy spojrzeć od dołu (regionalizm), czy od góry (paneuropeizm), reprezentowana przez Ronalda Laseckiego i jego kolegów idea Ruchu Tożsamościowego jest ideą antynarodową. Jeśli ktoś patrzy na nią pozytywnie i mieni się zarazem narodowcem, przypomina co najwyżej modernistów, którzy mienią się katolikami, a patrzą pozytywnie np. na rozwody. Po drugie, jeśli przywództwo Ruchu Narodowego do tego dopuszcza -  naraża swoich członków i sympatyków na chłonięcie szkodliwych dla polskiego interesu narodowego poglądów promowanych przez Laseckiego i jego środowisko (słabiej zakorzenieni w idei narodowej lub słabsi intelektualnie, zwłaszcza  młodociani,  narodowcy, mogą ulec indoktrynacji dokonywanej przez ludzi reprezentujących co prawda błędną i szkodliwą ideologię, acz  inteligentnych i posiadających zdolności retoryczne oraz sprawne pióro). Ruch Narodowy, jako – czy to się komuś podoba, czy  nie – największa antysystemowa organizacja narodu polskiego, z mozołem otrząsnął się z naleciałości libertariańskich i jeszcze nie otrząsnął się z naleciałości jagiellonistyczno-republikańskich (około-PiS-owskich), a już otwiera się na kolejnego wirusa. W przyszłości może to mieć fatalne konsekwencje. Tak jak Janusz Korwin-Mikke i  jego środowisko stworzyli podkład intelektualny pod wyprzedaż majątku narodowego i choć nigdy Polską nie rządzili i sami tej wyprzedaży nie dokonali, to poprzez swą działalność publicystyczno-propagandową, skierowaną zazwyczaj do osób o poglądach antysystemowych, w znacznym stopniu spacyfikowali opór tych osób przeciwko roztrwanianiu dorobku dwóch pokoleń tyraków, którzy z mozołem odbudowali i rozbudowali Polskę po II wojnie światowej. Analogicznie środowisko Ronalda Laseckiego samo raczej nigdy nie obejmie władzy nad Polską i nie dokona dezunitaryzacji państwa oraz nie weźmie udziału w nakładaniu nań polityczno-wojskowej paneuropejskiej „czapy”. Jednak poprzez swą działalność publicystyczno-propagandową skierowaną do osób o poglądach antysystemowych, zwłaszcza narodowców, może spacyfikować sprzeciw co najmniej części z nich, gdyby w przyszłości  establishment III RP próbował powyższych zabiegów na Polsce dokonać.


Po zakończeniu wystąpienia Laseckiego w Centrum Edukacyjnym „Powiśle”, prowadzący owo spotkanie zaczął  zapowiadać zgromadzonej publiczności kolejne (dotyczące Ukrainy). Gdy powiedział, że prelegentem ma na nim być geopolityk Leszek Sykulski, siedzący obok Ronald Lasecki dodał:


„Tytułem uzupełnienia, kolega Sykulski jest koordynatorem naszej skromnej inicjatywy tożsamościowej w Częstochowie, no i to, co będzie mówił, będzie miarodajne dla stanowiska naszego środowiska, czyli Ruchu Tożsamościowego, wobec kwestii ukraińskiej”.


Słysząc  to, oniemiałem, ponieważ doskonale pamiętam globalistyczne poglądy Leszka Sykulskiego, jakie wyraził 5 lat temu na łamach wydawanego przez siebie czasopisma „Geopolityka”, a ściślej w numerze 12 (3/2012), którego łamy w całości zostały wypełnione tekstem jego autorstwa  o wymownym tytule „O potrzebie rządu światowego. Od Wielkiej Europy do Unii Globalnej”.                                                                                                                                                           

https://www.docdroid.net/sJaOEW2/geopolityka-nr-12-3-2012-o-potrzebie-rzadu-swiatowego.pdf.html                                                                                                                                                          

W owym tekście Sykulski, powielając dobrze znaną wszystkim śledzącym poczynania osobników od Novus Ordo Seclorum, propagandę, postuluje potrzebę utworzenia rządu światowego, uzasadniając to m. in. koniecznością walki z globalnym ociepleniem, bioterroryzmem, okiełznania inżynierii genetycznej i mającej stać  się  w stosunkowo niedługim czasie faktem sztucznej inteligencji. Sykulski pisze m. in.: „Na potrzeby niniejszego artykułu światową konfederację nazwaliśmy Unią Globalną (UG). Z czasem UG przekształci się w federację – jedno globalne państwo. Warto zaznaczyć, że mówimy tu o perspektywie kilku pokoleń. W dzisiejszym podzielonym i skonfliktowanym świecie potrzebna jest dalekosiężna wizja wspólnej przyszłości. Jako ludzkości nie stać nas na małe idee i partykularne interesy. To optymalny czas na rozpoczęcie pokojowej, globalnej integracji. Początkiem powinno być powołanie struktury ponadnarodowej, zdolnej do globalnego zarządzania, która będzie w stanie aktywizować procesy integracyjne w skali światowej. Ważne, aby rozpocząć poważną debatę o powołaniu globalnego rządu nie tylko w osrodkach akademickich i think tankach, ale także w środowiskach polityczno-gospodarczych”. Sykulski postuluje też  „deterytorializację”, wolność przepływu osób i towarów oraz wprowadzenie języka światowego w postaci esperanto.  Na bazie koszyka największych walut, zwanego specjalnymi prawami ciągnienia, Sykulski postuluje „utworzenie uniwersalnej waluty, która z czasem zastąpi zupełnie waluty narodowe (…) waluta światowa będzie już jednak wyłącznie walutą elektroniczną”. Sykulski postuluje też globalne podatki nakładane przez rząd światowy, dodając: „Osobną sprawą jest aspekt techniczny międzynarodowych rozliczeń finansowych. W początkowym okresie oparty może zostać na kartach bezstykowych, wykorzystujących technologię radiowych transmisji informacji – RFID  (ang. Radio-frequency identification). W przyszłości najwygodniejszą formą detalicznych rozliczeń finansowych będzie system bioczipów, oparty na technologii RFID.  Rozwój nanotechnologii pozwoli na miniaturyzację czipów oraz zwiększenie ich możliwości technicznych. Bioczipy zawierać będą zsekwencjonowane DNA człowieka, elektroniczną dokumentację medyczną, zastąpią karty płatnicze, dowody osobiste, prawo jazdy, paszport. Stanowić będą także o wiele lepszą niż obecnie obronę przed bioterroryzmem”.                                                                                             Sykulski pisze też, że:  „Główną bazą dla stworzenia rządu światowego powinny być struktury Banku Światowego, Międzynarodowego Funduszu Walutowego, Organizacji Narodów Zjednoczonych i G20. Koordynacja działań przez rząd światowy na rzecz globalnej integracji politycznej powinna się zaś także opierać na strukturach ponadnarodowych konfederacji i federacji (np. Unii Europejskiej czy Unii Eurazjatyckiej) (…) wstępem do globalnej integracji są kontynentalne i pankontynentalne projekty zjednoczeniowe (od konfederacji do federacji). Jednym z najpilniejszych dziś zadań jest przekształcenie Unii Europejskiej w państwo federacyjne oraz utworzenie Unii Eurazjatyckiej (…) Unia Europejska jako państwo federalne musi stać się także mocarstwem wojskowym, zdolnym do efektywnego prowadzenia działań zbrojnych „czwartej generacji”. Dotychczasowe próby tworzenia trzonu europejskich sił zbrojnych prowadzone na fundamencie tzw. grup bojowych Unii Europejskiej, które osiągnęły gotowość operacyjną w 2007 r.,  są niewystarczające. Dziś mają jedynie symboliczne znaczenie z uwagi na ograniczenia użycia, które mieszczą się wyłącznie w ramach misji petersberskich (misje pokojowe, zarządzanie sytuacjami kryzysowymi, zadania humanitarne). Wśród wielu koncepcji Unii Europejskiej warto przywołać ideę UE jako mocarstwa cywilnego, przy czym warto położyć tutaj akcent na rozwój nowoczesnych technologii prowadzenia działań zbrojnych, od instrumentów wojny sieciowej począwszy, przez budowę kontynentalnych (ponadnarodowych) sieciocentrycznych związków taktycznych, na instrumentarium cyberwojny skończywszy. Przyszła Europa federalna bez wątpienia powinna stać się mocarstwem w cyberprzestrzeni (cybermocarstwem)”.                                                                                                                                              Sprzeciw wobec globalizmu Sykulski określa w swoim tekście jako „szkodliwe partykularyzmy narodowe i obskurantyzm środowisk politycznych”, zaś poddanie się procesowi globalizmu jako „suwerenność uczestniczącą”.                                                                                                                                                              Jeśli  ktoś o poglądach takich, jakie ma Sykulski, czyli gorliwy zwolennik i  propagator Novus Ordo Seclorum, odnajduje się  w szeregach  Ruchu Tożsamościowego, wręcz biorąc udział w jego tworzeniu u podstaw, to co najmniej uznaje Ruch Tożsamościowy (inni jego członkowie niekoniecznie muszą być tego świadomi) za  potencjalnie przydatne narzędzie w procesie budowy Novus Ordo Seclorum lub też Ruch Tożsamościowy od początku został  obmyślony jako takowe narzędzie przez jego inicjatorów i nie ma tu żadnych zbiegów okoliczności (są tylko znaki).
 

Kończąc, pozwolę sobie zaprezentować cztery cytaty  z pięciu prominentnych globalistów, jakie można znaleźć na kartach „Ukrytej strony dziejów” Epiphaniusa.                                                                                                         Pierwszy cytat pochodzi z 1931 r., a jego autorem jest  Arnold Toynbee, członek jednego z będących częścią składową brytyjskiego establishmentu, paramasońskiego think tanku Round Table:


„Obecnie pracujemy dyskretnie, lecz usilnie nad tym, jak odebrać lokalnym państwom narodowym naszego świata ową tajemniczą moc, która się zowie suwerennością. A za każdym razem zaprzeczamy ustami temu, co czynimy rękoma – bowiem kwestionowanie zasady suwerenności państw narodowych (…) uchodzi wciąż za herezję, za którą mężowi stanu lub działaczowi politycznemu grozi nie tyle spalenie na stosie, co wykluczenie poza nawias społeczeństwa i zdyskredytowanie”.


Drugi cytat pochodzi z 1970 r., a jego autorem jest Edmund de Rothschild:


„Europa Zachodnia, czyli sześć krajów Wspólnego Rynku plus Wielka Brytania i ewentualnie Irlandia oraz kraje skandynawskie –  na zasadach, które będą wymagały sprecyzowania – utworzą federacyjną Europę polityczną. Ale ponieważ każdy człowiek czuje potrzebę bycia osadzonym w jakimś lokalnym środowisku, będzie się on identyfikował z regionem – wszystko jedno, czy będzie się on nazywać Wirtembergią, Sabaudią, Bretanią, Alzacją-Lotaryngią czy Walonią. Ważne, że ma zostać rozsadzona struktura narodu”.


Trzeci cytat pochodzi z 1973 r., z publikacji napisanej przez dwóch autorów – Jeana Lecanueta (prominentnego francuskiego polityka i członka Klubu Bilderberg) oraz Jean-Jacquesa  Servan-Schreibera, założyciela francuskiego tygodnika „L’Express”, członka Komisji Trójstronnej, wspólnika londyńskich rodów bankierskich Rothschild i Hambro, syna wysoko postawionego działacza jednej z najprężniejszych organizacji żydowskich – Powszechnego Przymierza Izraelskiego:


„Aby wyswobodzić obywatela z centralizmu biurokratycznego, trzeba stworzyć region. Aby uwolnić go od nacjonalizmu, a jednocześnie chronić przed zagraniczną dominacją, trzeba zbudować Europę – rozprawiając się z mitem, że naród istnieje tylko w państwie i poprzez państwo.                                                                                                                                                                               Ale nie wystarczy dokonać podziału terytorium, by powstał region. Prawdziwa społeczność lokalna może zaistnieć tylko w wyniku zaproszenia obywateli do wspólnego glosowania. Trzeba więc, by regiony były zarządzane przez parlament regionalny pochodzący z powszechnego i bezpośredniego wyboru. Parlament ten sam wyłoni swoją władzę wykonawczą: zarząd, który będzie działał pod kierownictwem przewodniczącego regionu. Region będzie dysponował własnym budżetem i własnymi zasobami. Będzie miał w ręku wszelkie niezbędne środki do pełnego realizowania swoich uprawnień i swojej odpowiedzialności”.


Czwarty, ostatni,  cytat pochodzi z 1974 r., a jego autorem jest Francois-Xavier Ortoli, były przewodniczący Komisji Europejskiej i prezes jednego z siedmiu (tzw. Siedem Sióstr) największych zachodnich koncernów paliwowych - Total:


Europa nigdy nie powstanie – czy to w tej formie, czy w innej – inaczej, jak poprzez zniszczenie potęgi państw”.


Na miejscu będzie zwieńczenie tego wszystkiego jeszcze jednym cytatem, a mianowicie słowami Yanna Moncomble’a (1953-1990), człowieka, który tropił i nagłaśniał poczynania globalistów w czasach,  gdy w Polsce o Novus Ordo Seclorum jeszcze prawie nikt nie słyszał. Moncomble był autorem szeregu książek oraz działaczem francuskiego Frontu Narodowego i tak dał się globalistom we znaki, że prawdopodobnie go zabili (zmarł na zawał w podejrzanych okolicznościach, w wieku niespełna 37 lat). W opublikowanej w 1981 r. książce „L’irresistible expansion du Mondialisme” („Niepohamowana ekspansja globalizmu”) napisał:


„Regionalizm i globalizm sytuują się na dwóch szczeblach federalizmu. Są one względem siebie komplementarne, toteż powinny być przedmiotem równoległych działań”.
 
      
 

KOMENTARZE

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

OSTATNIE POSTY

więcej

MOJE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

ULUBIENI AUTORZY

więcej